plane

Blog

Tagi

Archiwum

PR bibliotek – czy to ma sens?

/ 20 czerwca 2012 /

1170809_archivum__old_library_

Jaki bibliotekarz jest, każdy widzi. Ale czy na pewno? Jak często odwiedzacie biblioteki? Z czym kojarzy wam się wizerunek bibliotekarza?

Pod wpływem emocji jakie zbudziły się we mnie podczas szperania na you tube, a konkretnie w momencie gdy odnalazłam film pewnego pracownika polskiej biblioteki, postanowiłam napisać kilka słów właśnie o wizerunku bibliotekarza. Oglądając owe video, aż zadrżałam. Pan opisuje swój ciężki los… jak to nie płacą, jaki jest bałagan na półkach… oczywiście wszystko sowicie okraszone wulgaryzmami.

Jaki to miało cel?  Nie wiem. Oczywiście w internecie można znaleźć miliony filmów, nie mających większego sensu. Jednak ten miał sporą oglądalność i był przygotowany w profesjonalny sposób, więc umieszczenie go w sieci było chyba zamierzone i skrupulatnie przygotowane.

Tyle osób lamentuje nad stereotypem bibliotekarza. Szczególnie użalają się nad sobą sami zainteresowani, a tu taki cios w kolano zadany przez jednego z nich (a właściwie powinnam powiedzieć jednego z nas, bo i ja miałam to szczęście ukończyć studia na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo).

Temat jest mi więc bliski od dłuższego czasu. Nawet jakiś temu postanowiłam sprawdzić jak to z tym stereotypem jest. Badanie ankietowe na próbie 600 respondentów wykazało, że to głównie sami zainteresowani oraz starsze pokolenia postrzegają bibliotekarzy poprzez pryzmat stereotypu. To właśnie oni podsycają wyobrażenie bibliotekarki jako szarej myszki, znudzonej swoją pracą, noszącej niemodne okulary i rozciągniętą odzież. Niemalże wszystkie branże walczą o zbudowanie pozytywnego wizerunku, a bibliotekarze sami go sobie rujnują, jakby sprawiało im to przyjemność…

Potwierdzeniem może być też sam fakt niezrozumienia mojego zainteresowania działaniami PR w branży bibliotecznej. Gdy zapytałam pr’owców, a także dziennikarzy o to, czy widzą sens takich działań patrzyli nam mnie wręcz z politowaniem. Czułam się jak Don Kichot walczący z wiatrakami. Później postanowiłam sprawdzić czy ktoś w ogóle podejmuje próby jakichkolwiek działań wizerunkowych i tu też nie było zbyt ciekawie. Owszem, niektóre biblioteki próbują „wyjść do ludzi”, zakładają profile na portalach społecznościowych (ale niekoniecznie już o nie dbają), organizują drobne eventy, starają się wcielać w życia niewielkie kampanie. Ale co z tego jeśli w zasadzie robią to w zaciszu własnych placówek?

Czy ktoś z was kojarzy jakąkolwiek kampanię biblioteczną? Obawiam się, że nie. Ilu z was wie, że co roku w Polsce organizowany jest Tydzień Bibliotek, któremu towarzyszą liczne imprezy, konkursy, działania promocyjne? Może komuś przyjdzie na myśl spot „Spotkajmy się w bibliotece”, który można było kilka lat temu zobaczyć w TV. Ale czy on kogokolwiek zachęcił do odwiedzenia biblioteki? Ocenę pozostawiam wam.

Kiepskich przykładów jest niestety sporo. Problem leży  też po części w naszej mentalności. Bo cóż zrobić w momencie, gdy podczas obrony pracy magisterskiej na temat wpływu działań public relations na zmianę stereotypowego postrzeganie bibliotek i bibliotekarzy słyszy się, że cały ten PR to bzdura i fanaberia, a najlepsza formą promocji są wystawy. No cóż…

Może jednak znajdą się w tym kraju tacy zapaleńcy jak ja i zainspirują się tym, co dzieje się zagranicą. Bo przecież da się! I to wcale nie trzeba mieć wielkiego budżetu, a jedynie dobry pomysł i trochę chęci.

Zagraniczne biblioteki doceniają potencjał jaki drzemie w budowaniu relacji ze społeczeństwem i trosce o wizerunek. Podejmując coraz to nowsze działania, by wciąż skupiać na sobie zainteresowanie. Przede wszystkim, w innych krajach biblioteki to nie tylko półki z książkami, ale całe centra rozrywki, gdzie ludzie przychodzą zarówno, by odnaleźć potrzebne informacje, ale też aby spotkać się z innymi.

Zmierzając ku końcowi mojego wywodu (a mogłabym tak jeszcze długo), pokażę dwa moje ulubione przykłady tego, jak robi się to w innych krajach.
Niskobudżetowa produkcja stworzona przez studentów i pracowników University of Washington’s Information School. Może nie każdy lubi Lady Gagę, ale w wersji bibliotecznej jakoś tak wpada w ucho.

A drugi przykład to kampania na rzecz biblioteki publicznej w Troy. Dzięki podjętym działaniom placówkę tą uratowano przed zamknięciem. Twórcy ruszyli w miasto, kręcili filmy, zawładnęli mediami społecznościowymi, zaangażowali ogrom ludzi i udało się!

Ile bibliotek w naszym kraju zostaje zamkniętych z powodu marazmu?
Lepiej płakać, że 56% społeczeństwa nie czyta i konieczne jest zamykanie kolejnych placówek, czy może jednak warto podjąć wyzwanie i stworzyć kreatywną strategię działań public relations dla bibliotek?

 

Magdalena Wymazała