plane

Blog

Tagi

Archiwum

Po co PRowcom prawda? (czyli dlaczego prawnikom jest czasem łatwiej)

/ 3 kwietnia 2017 /

Startup Stock Photos
Często powtarzam klientom, że powinni mnie traktować jak prawnika – muszę wiedzieć wszystko, co dzieje się w firmie. Albo dokładniej – wszystko, co jest w jakiś sposób istotne (choć tu wkrada się ryzyko oceny na ile istotne jest określone wydarzenie). I szczególnie wszystko, co chcieliby zamieść pod dywan.

Mina klienta w tym momencie mówi mi bardzo wiele o jego dotychczasowych doświadczeniach w pracy z PRowcami (niekoniecznie z agencją – także z osobą in-house), a także o oczekiwaniach w stosunku do agencji. Zdarza mi się widzieć powagę i zrozumienie, ale często jest to ledwo skrywany uśmiech, albo pytanie wręcz “A po co to pani? Pani ma się dziennikarzami zająć”. Tymczasem w przeciwnym wypadku nie mam możliwości uchronić organizacji, którą się opiekuję od wpadek, ani tym bardziej od kryzysu. Mimo to wciąż wielu menedżerów, nawet wysokiego szczebla, nie chce w to uwierzyć. Czasem czuję się nawet jak ich klient, przed którym raczej “puszą piórka”, starając się pokazać od najlepszej strony.

Swego czasu pracowałam z firmą, która produkowała dość specyficzne portale. Kampania trwała, rozwijała się całkiem nieźle, przy kolejnym portalu zaplanowana była konferencja prasowa, na godzinę 12:00. Pomijając pewne perturbacje, o godzinie 12:10 próbowałam pokazać dziennikarzom portal, który powinien działać od 8 rano. Ale nie działał. Nie mając innego wyjścia pokazywałam wcześniejsze, zbliżone prace, kładąc na szali swoją wiarygodność jako PRowca i tłumacząc, że to na pewno problemy techniczne.

Problem okazał się być znacznie mniej skomplikowany – firma, która programowała portal oraz mój klient weszli w spór dotyczący wysokości wystawionej faktury.  Brak pokrycia zakwestionowanego dokumentu pociągnął za sobą zablokowanie serwisu. Można się zastanawiać, czy fair, czy nie, bądź kto miał rację – dla mnie istotne było to, że nie wiedziałam. Wiedząc mogłam zapobiec nieprzyjemnej sytuacji na konferencji. Można było przygotować zaślepkę, plansze, albo wreszcie nawet dzień wcześniej odwołać konferencję. Nie ma znaczenia, czy dla klienta było to wstydliwe, czy nie – PRowiec powinien wiedzieć.

“Drobiazg” wywołał zarzewie kryzysu w zupełnie innym miejscu. Na dość dużej, ogólnopolskiej imprezie pojawił się niezręczny (także w kontekście prawnym) napis. Kartka z nim została szybko zdjęta, ale wcześniej jeden z organizatorów zrobił jej zdjęcie i opublikował na swoim profilu facebookowym. Jak później mi tłumaczył – przecież zamkniętym! Tylko każdy z nas wśród swoich znajomych może mieć mało przychylną osobę – a w tym wypadku osoba była bardzo nieprzychylna, rozsyłając zdjęcie kartki… do mediów.

O kryzysie dowiedziałam się na drugi dzień, przed 9 rano. I robiłam wszystko, by nie dopuścić do rozlania się go przez następne 3 godziny. Znając sytuację dzień wcześniej, prawdopodobnie mogłabym zdusić problem w zarodku – w zamian musiałam gasić spore ognisko (nie, do pożaru nie doszło). Mimo wszystko było trudniej, a niemało zawdzięczam nie tylko swoim wcześniejszym kontaktom, ale także przychylnym imprezie internautom.

Zgoła odmienną sytuację zastałam u innego klienta, którego obsługiwałam kryzysowo. Po podpisaniu NDA (umowy o poufności) dostałam wszystkie możliwe informacje – od struktury firmy, zarysu sytuacji finansowej, przez układy z pracownikami, porady, których w zastałej sytuacji udzieliła kancelaria prawna, a także info o pewnym konflikcie między członkami zarządu. 100% zaufania przyniosło efekt – informacje o zaistniałym kryzysie w dużej mierze pozostały w firmie (istotne jest także, że wiedzieli o nim praktycznie wszyscy pracownicy, więc potencjalne punkty wycieku istniały) oraz bardzo nieliczne osoby z zewnątrz. Niemniej mam pełną świadomość, że gdyby menedżerowie ukryli część niewygodnych informacji, nie miałabym pojęcia, że należy je ująć w opracowywanym planie działań i zareagować nim wypłyną.

Doświadczony PRowiec jest w stanie ocenić wiele kwestii – czy dane wydarzenie ma potencjał medialny (także ten negatywny), czy kryzys to naprawdę kryzys, czy błahostka, o której za miesiąc wszyscy zapomną, czy odejście kluczowego pracownika przejdzie niemal nie zauważone, czy może w prasie branżowej zaczną się analizy, wpływając na biznes. Jednak, aby to ocenić, potrzebuje wiedzy. Nawet tej wstydliwej, czasem związanej z konfliktami, ze źle zrealizowanym zamówieniem, kiepsko przeprowadzoną zmianą wewnętrzną, a nawet czasem ze sprawami prywatnymi prezesa. Jeśli jednak wspomniany prezes, menedżer, klient zdecyduje się jej nie przekazać, sam pozbawia siebie i firmę możliwości ochrony wizerunku. Można to porównać z ubezpieczeniem, za które zapomniało się zapłacić…

Na koniec case, który mnie zmotywował do tego wpisy – od kilku dni obserwuję przypadek Codewise i zastanawiam się czy opiekująca się firmą agencja miała pełną wiedzę zarówno w zakresie rodzajów usług firmy, jak i świadomość jak klient wypada na trochę trudniejszej rozmowie z dziennikarzem, takim, który ma pewną wiedzę technologiczną, a przy tym nie ma zamiaru pisać laurki. Jeśli miała – to nie będę komentować, bo do pełnej analizy za mało wiem. Ale jeśli nie miała, to publikacja na SpiderWeb wygląda w ten sposób na życzenie zleceniodawcy. Nie można klientowi zapewnić komfortu w trakcie wywiadu, jeśli on sam nie zapewni agencji pełni informacji i nie pozwoli zadecydować co, kiedy i w jaki sposób komunikować, a czego nie komunikować. I to niezależnie od sytuacji.