plane

Blog

Tagi

Archiwum

Koniec świata czy początek nowego?

/ 21 września 2011 /

Katastrofa

W miniony weekend miałem niezwykle rzadką okazję wziąć udział w prywatnym spotkaniu z jednym z głównych szefów NASA, Dr Simonem P. Wordenem (polecam jego krótkie bio, w którym znajduje się m.in. także stanowisko naukowca akademickiego i… Generała Sił Powietrznych USA). Udało mi się przede wszystkim dowiedzieć jaki los czeka nas w 2012 roku, dokąd zmierza ludzkość oraz kto wg NASA będzie pierwszym człowiekiem na Marsie.

Podczas spotkania z takim Gościem trudno nie poruszyć najważniejszego obecnie tematu – naszej przyszłość. Pierwszym pytaniem była oczywiście kwestia roku 2012. Pod wpływem filmów i artykułów wielu ludzi zaczyna poważnie wierzyć w doniesienia o zbliżającym się katakliźmie ludzkości. Moja ciekawość dotyczyła przede wszystkim tego, co robi NASA, aby uniknąć ogólnoświatowej histerii. Przyznam że odpowiedź mnie zaskoczyła, bo… robi dość mało. Równocześnie jednak usłyszeliśmy zapewnienie, że “żadnych asteroid, będących na kursie kolizyjnym z Ziemią, obecnie nie ma”. Nie istnieje też żadna planeta Nibiru, która ma się niby połączyć z Ziemią. Tak więc tutaj możemy wszyscy odetchnąć z ulgą, chociaż NASA pracuje obecnie nad systemem obrony planetarnej, bo nie wyklucza takiego wydarzenia w przyszłości.

Mniej pocieszający jest jednak kolejny czarny scenariusz, a mianowicie wzrastająca aktywność naszej gwiazdy, czyli Słońca. Tu odpowiedź była… dość enigmatyczna, bo i badania nie są jeszcze tak dokładne, jak byśmy sobie tego życzyli. Przede wszystkim potwierdziły się moje obawy, że aktywność Słońca może (ale nie musi) wpłynąć na zwiększenie zmian zachodzących w strukturze naszej planety. To zresztą możemy już zaobserwować od wielu miesięcy – istny festiwal wydarzeń pogodowych (tsunami, huragany, tornada) oraz zmiany geologiczno-tektoniczne (trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów). Dodatkowo zwiększona aktywność Słońca to również fale elektromagnetyczne, które docierając do Ziemi mogą uszkodzić wszechobecną elektronikę. Świadkiem takich wydarzeń byliśmy już w kanadyjskiej prowincji Quebec, gdy 13 marca 1989 r. uszkodzeniu uległy wszelkie urządzenia elektryczne, a prądu zostało pozbawionych ok. 6 milionów odbiorców. Skutki kolejnej tego typu katastrofy można sobie łatwo wyobrazić.

Nasza rozmowa dotyczyła również mojej teorii na temat wpływu zwiększonej aktywności słonecznej na psychikę ludzką. Okazuje się, że poszedłem dobrym torem myślenia – faktycznie NASA obserwuje takie zjawisko i podjęła specjalne badania, aby potwierdzić tę hipotezę. Na wyniki przyjdzie nam jednak troszkę poczekać, niemniej jednak może to być wyjaśnieniem wzrastających niepokojów społecznych w wielu miejscach na Ziemi. Podsumowując kwestię roku 2012 – końca świata nie będzie, ale może dojść do kilku kataklizmów regionalnych oraz (jeśli teoria się potwierdzi) zaburzeń społecznych.

Jednak temat kataklizmu – choć niezwykle ważny, nie był jedynym poruszanym na spotkaniu. Kolejne zagadnienie stanowiła przyszłość naszej rasy i jej dalszy rozwój. Dr Worden zaprezentował nam ciekawe kierunki, nad którymi pracuje obecnie NASA. Jego osobistym faworytem jest dalsza ewolucja rodzaju ludzkiego, dzięki zastosowaniu biologii syntetycznej. Zapoczątkowane przez amerykańskiego biologa, J. Craiga Ventera, badania mogą (w opinii Dr Wordena) zrewolucjonizować nasz rozwój i zapewnić nam na przykład rosnące habitaty albo zmodyfikowane bakterie, będące w stanie wytwarzać tlen w warunkach ekstremalnych (np. na Marsie). W maju 2010 zespół Ventera stworzył pierwszą na świecie żywą komórkę zdolną do rozmnażania, tzw. sztuczne życie. Oczywiście już sama nazwa „sztuczne życie” może budzić etyczne dylematy, ale podjęte projekty skupiają się raczej na wykorzystaniu istniejących od dawna procesów w przyrodzie. Przykładem mogłaby być “interwencja” w kod genetyczny najstarszej znanej nam bakterii, czyli cyjanobakterii. Organizm ten jest w stanie dostarczyć nam w formie przetworzonej około 680 g pożywienia na dzień. Perspektywy są więc obiecujące.

Dla mnie, jako pasjonata eksploracji kosmosu, najważniejszą kwestią (no, może poza „końcem świata”) było kiedy, kto i gdzie jako pierwszy postawi stopę na innej planecie. Tu odpowiedź mnie absolutnie zaskoczyła. Do tej pory myślałem, że będzie to wyprawa połączonych sił najważniejszych agencji kosmicznych świata. Mam tu na myśli oczywiście NASA, ESA, CASA, JAXA oraz Rosjan i Chińczyków. Według Dr Wordena, największe szanse ma tutaj jednak sektor prywatny, który takie misje zaczyna planować. Jest w tym naprawdę dużo racji, bo wystarczy przypomnieć sobie faktograficzną historię kolonizacji Ameryki Pólnocnej – czyli ekspedycji statku Mayflower z 1620 roku. Wyprawa ta była bowiem wyprawą prywatną, a jak wiemy, historia lubi czasem zakreślić koło. Teoria o zwiększonej roli sektora prywatnego zaczyna się dodatkowo potwierdzać faktami. W listopadzie br., po raz pierwszy w historii lotów kosmicznych, zaopatrzenie na Międzynarodową Stację Kosmiczną dostarczy rakieta prywatna, dzierżawiona przez NASA. Tak więc podbój kosmosu zaczyna nabierać naprawdę dużego tempa, bowiem nie będzie musiał być wprost uzależniony od kwestii politycznych (mam nadzieję), a skupi się na komercjalizacji i działaniach R&D. Pierwsze próby przygotowań do takich misji są jeszcze w powijakach, bowiem najwcześniej na Marsa dotrzemy w latach 30-tych obecnego wieku. Jednak są firmy, które już zaczynają się szykować do takich działań, jak na przykład Virgin Galactic czy Google.

Na koniec pobytu dowiedzieliśmy się o ciekawej Teorii Osobliwości, która zakłada niesamowity skok technologiczny, przed którym prawdopodobnie znajduje się ludzkość. Skok ten może mieć trudne do przewidzenia efekty, bowiem jednym z nich może być nawet umiejętność transferu naszej całej świadomości. Teoria ta leżała u podstaw założenia osobnej jednostki badawczej NASA – Instytutu Osobliwości, którego celem jest przygotowanie ludzkości na hiperskok technologiczny. Badania te mają również pomóc w dalszym poszukiwaniu życia we wszechświecie. Bo być może zamiast szukać organizmów opartych na związkach węgla, powinniśmy skierować naszą uwagę na poszukiwania świadomości, przeniesionych w inny wymiar lub formę. To jednak temat trudny i zdecydowanie nie na ten wpis.

Jednym z punktów wizyty było również (z czego jesteśmy dumni ☺) zaprezentowanie Planet PR i naszych marzeń o realizacji wielkich kampanii kosmicznych. Na początek udało nam się bardzo zainteresować NASA naszym autorskim pomysłem projektu Marsonauci©, czyli kampanii skierowanej do dzieci na całym świecie.

Temat został rozpoczęty, zaczynamy drążyć i skutecznie szykować się do być może jednej z najbardziej pasjonujących wypraw w świat marketingu i PRu w historii naszej firmy.

Łukasz Wilczyński