plane

Blog

Tagi

Archiwum

Gotowanie jest jak PR

/ 14 lutego 2017 /

Wymienieni w jedynym zdaniu Włosi, Hiszpanie i Francuzi (zwłaszcza w towarzystwie ich rodzimej kuchni) większości, wliczając tych niepodróżujących, będą kojarzyć się z celebrowaniem posiłków. W Polsce, choć przyzwyczajeni jesteśmy do tego, żeby jeść (za) dużo (nie znam nikogo, kto nie przejadł się, przynajmniej raz w życiu, na niedzielnym obiedzie u babci), to nie potrafimy po prostu siedzieć wspólnie przy stole – szczególnie, jeśli nie ma po temu wyjątkowej okazji. Cóż, nasza branża wymaga od nas odwagi i przełamywania stereotypów. Spędziliśmy ze sobą prawie 4 godziny jedząc to, co wcześniej sami ugotowaliśmy. Z okazji… środy.

Od dziecka wszyscy wiedzą, że najlepsza zabawa jest wtedy, kiedy robi się coś wspólnie. Doświadczenie życiowe pokazuje, że jeszcze śmieszniej jest, gdy komuś coś się nie udaje. W przypadku gotowania, ze względu na przyszłych konsumentów, wszelkie uchybienia wynikające ze zbyt skomplikowanej receptury (trudno zapamiętać kolejność działań, jeśli na co dzień przy daniu popisowym, do makaronu na patelni dodaje się tylko jajko) pod czujnym okiem szefa kuchni udało się zniwelować.

Zanim przejdę do szczegółów: wyszliśmy najedzeni, bardzo zadowoleni i bogatsi o mnóstwo nowej, kulinarnej wiedzy.


Trzeba przyznać, że w kuchni najbardziej profesjonalne były nasze fartuchy. Zanim zdążyliśmy się zorientować, szef kuchni – Bartek, opowiadając o przystawce zdążył drobno poszatkować wszystkie jej składniki. Tej sztuki nie mogliśmy powtórzyć – jako, że starter z założenia był wegetariański, musieliśmy pilnować, żeby nie dorzucić do niego własnych palców. Udało się.
Można by opisywać proces przygotowywania każdego z dań, ale lepiej skupić się na pozytywach. Poradziliśmy sobie świetnie, bo – jak się okazało – gotowanie jest jak PR.

1. Relacje
PR to sztuka budowania dobrych relacji. W czasie warsztatów przekonaliśmy się, że dokładnie o to samo chodzi w gotowaniu. To nie tylko kwestia zachowania balansu pomiędzy ilością wina a pozostałymi składnikami potrawy (udowodniliśmy, że widełki w tym przypadku mogą być naprawdę szerokie). Relacje w gotowaniu to kwestia utrzymania pozytywnych stosunków pomiędzy gotującymi a jedzącymi. Trudna sztuka. (Wybaczcie mi wszyscy z drużyny B – ta kaczka to nie miał być atak!)

 


2. Kreatywność
W kuchni, jak w pijarze – liczy się pomysł. Jako, że zwykle przerzucamy się nawzajem pomysłami, które nam samym czasem trudno jest ocenić, czy są żartem, czy poważną ofertą, żadne mieszanki nie mogły nas zaskoczyć. Połączenie sera pleśniowego z przepiękną, gładką masą czekoladową (polecamy się na przyszłość w czyszczeniu palcami miski z resztkami surowego ciasta na suflet) nie tylko nie wzbudziło naszej podejrzliwości, ale smakowało nam fantastycznie.
Z warsztatów wynieśliśmy – oprócz pełnych brzuchów i świetnych nastrojów – pomysły na to, jak, dzięki nowej wiedzy, zrobić wrażenie na gościach (jakby nie było, to też PR). Wrodzona kreatywność pozwoliła niektórym snuć wizje własnych wersji wyrafinowanych dań. Wbrew pozorom, to wcale nie takie trudne do odtworzenia. Mówią, że w Krakowie trudno o dobry parmezan? To nic. Pieczarki i goudę można dostać nawet w Nowej Hucie (dzięki Grzesiek, będę wiedzieć, co robić).

3. Refleks
Szybka reakcja na niespodziewane sytuacje? W pracy zawsze jesteśmy na to gotowi. W kuchni też powinniśmy – nigdy nie wiadomo, kiedy coś zacznie się niespodziewanie przypalać czy płonąć. (Ja zawsze jestem tym zaskoczona.)

4. Piękna oprawa
Zarówno chwytliwy news, jak i idealnie wysmażone mięso wymagają właściwej prezentacji – bez niej łatwo przeoczyć wszystkie atuty „bohatera”. Okazuje się, że nie tak łatwo przełożyć teoretyczną wiedzę i umiejętność „układania” produktów w tekście na talerz. Mówią, że liczą się chęci. Jeszcze znajdziemy złoty środek w sztuce tworzenia arcydzieł z kaszy, warzyw i mięsa. Póki co, skupiamy się na pisaniu.

5. Współpraca
Zdarza się, że projekty, przy których pracujemy są na tyle złożone, że dzielimy się realizacją poszczególnych zadań. Nie inaczej było w kuchni. Nie tylko parami korzystaliśmy z patelni, ale bardzo sprawnie przerzucaliśmy do siebie parmezan nie tylko do tarcia (choć bynajmniej nie w zespole), ale głównie do podjadania. Czy nie wszędzie jest tak, że to, co dzieje się „przy okazji” (i po kryjomu) sprawia największą przyjemność?


6. Dyplomacja
W każdej sytuacji w życiu – niezależnie czy to w gronie rodzinnym, przyjaciół czy w relacjach profesjonalnych – trzeba uważać na to co i jak się mówi. Kilka słów za dużo albo nieodpowiednia intonacja może przynieść niepomyślne dla nas rozwinięcie sytuacji. Niezależnie od tego, czy reprezentujemy siebie, czy klienta, powinniśmy – dla dobra sprawy – zachowywać neutralność, niezależnie od prywatnych opinii. (Oczywiście, w kontekście serwowanych przez moich kolegów potraw to tylko teoretyczne rozważania – Grzegorz, NAPRAWDĘ mi smakowało.)

7. Social media
W pracy pijarowca nie ma czasu na przerwę od Facebooka. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy w biurze, czy w kuchni – profil trzeba aktualizować. Są tacy, którzy takie podejście nazywają uzależnieniem. Uwaga – to zaraźliwe, dotknęło także naszego prawnika.

 

Znalazłam kilka odpowiedzi na pytania „po co celebrować posiłki?”. 1. Jedzenie jest smaczne. 2. Przy jedzeniu ma się dobry humor. 3. Przyjemnie jest posiedzieć i nie myśleć o tym, że za chwilę trzeba wracać do pracy. 4. Można pić wino (w końcu świetnie wpływa na trawienie). Jest jeszcze jedna, chyba najważniejsza rzecz. Dobrze jest spędzać czas z ludźmi, których się lubi. Gotowanie, jedzenie, wino i warsztaty to tylko pretekst. Planet PR celebruje, bo my się naprawdę lubimy. (Melduję zintegrowanie zespołu.)

Magda Worytko

 

Dziękujemy Studio – Twój Kucharz za zorganizowanie warsztatów kulinarnych dla zespołu agencji. Emocje związane z próbowaniem nowych smaków towarzyszyły wszystkim uczestnikom warsztatów przez kilka kolejnych dni. Oczywiście – dzięki czujnej opiece szefa kuchni, wszystkie potrawy smakowały wyśmienicie. Dziękujemy, wrócimy na pewno.

 

Autor zdjęć: Andrzej Krysta