plane

Blog

Tagi

Archiwum

25-ta rocznica katastrofy Challengera

/ 28 stycznia 2011 /

Co więcej, w misji po raz pierwszy miała wziąć udział osoba nie związana z programem kosmicznym, nauczycielka Sharon Christa McAuliffe. Miała ona rozpocząć projekt TISP (Teacher in SPace Project), którego celem było przeprowadzenie kilku lekcji z orbity okołoziemskiej dla całych Stanów Zjednoczonych. Można więc powiedzieć, że wraz z tym lotem miał rozpocząć się „cywilny PR” misji wahadłowców, a także samego NASA.

Początek misji przesuwano kilkakrotnie z powodu złej pogody. Wreszcie udało się zaplanować start na 28 stycznia 1986 roku. W pobliżu wyrzutni zebrał się wówczas tłum widzów, którzy chcieli być obecni podczas startu tej niezwykłej misji. O godz. 11.38 EST prom wzniósł się w górę dzięki olbrzymiej sile ciągu rakiet pomocniczych. Ani komputery pokładowe, ani też monitory w Centrum Kontroli Lotów nie wykazywały żadnych anomalii podczas początkowej fazy startu. Nic więc nie zapowiadało tego, co stało się dokładnie w siedemdziesiątej trzeciej sekundzie lotu.

Początkowo konsternacja, nawet kontroler lotu nadal kontynuował meldunki o stanie trajektorii lotu i innych wskaźników. Oglądając poniższy zapis wideo z katastrofy, nie słyszymy również żadnej reakcji reportera CNN. Nikt bowiem nie mógł uwierzyć w to, co właśnie wydarzyło się na oczach milionów widzów i osób zebranych na Przylądku Canaveral.

 

Katastrofa ta nie była pierwszą ani ostatnią w amerykańskich programach kosmicznych. Była jednak pierwszą w programie wahadłowców, które miały być super nowoczesnymi środkami transportu na orbitę oraz pierwszą, w której ofiarą została osoba cywilna, nie związana z NASA.

Niestety należy sobie uświadomić, że tego typu wydarzenia mogą się powtarzać w przyszłości. Loty kosmiczne są bowiem zawsze obarczone dużą dozą ryzyka. Dodatkowo są widowiskowe a przez to również medialne. NASA nie ma więc łatwego życia, gdyż skrupulatnie budowany wizerunek programu kosmicznego (a trzeba wspomnieć, że działania tzw. public outreach amerykańskiej agencji kosmicznej są uważane za jedne z najlepszych na świecie), może zostać w jednej chwili podważony właśnie takim wydarzeniem.

We wpisie wykorzystano fragmenty książki „Amerykańskie załogowe programy kosmiczne 1953 – 2002” aut. Łukasza Wilczyńskiego. Toruń 2004